Poprzednie wpisy o tworzeniu stroju Tomioki:
1 – Kurtka mundurowa
2 – Spodnie mundurowe
Haori
Dwukolorowe haori Tomioki to jeden z tych elementów kostiumu, który od razu przychodzi na myśl, gdy pada imię tej postaci.
Konstrukcja haori jest dość prosta, więc samodzielne stworzenie wykroju nie sprawia trudności. Aby jeszcze to ułatwić (bo później i tak czeka nas mnóstwo pracy przy patchworku), skorzystałam z darmowego wykroju od Dr. Cos.
Ważne jest, by pamiętać, że haori zazwyczaj nie ma szwów na ramionach (więcej o tym poniżej). Oznacza to konieczność użycia dłuższego kawałka materiału, niż mogłoby się wydawać. Ponieważ jednak to haori jest dwukolorowe, może się okazać, że kupujemy sporo czerwonego materiału, a wykorzystujemy tylko połowę, jeśli kroimy zgodnie z osnową. Dlatego warto przetestować materiał – jeśli zachowuje się podobnie w poprzek osnowy, a jego szerokość wystarcza na długość haori, można wykroić elementy w tę stronę i zaoszczędzić pieniądze.
Moje materiały na haori:
Od góry do dołu (aparat w telefonie trochę namieszał tu z kolorami): resztki materiału, które ufarbowałam farbą Dylon w kolorze różanej czerwieni, imitacja zamszu w kolorze butelkowej zieleni, bawełna klona w kolorze hunter, resztki lnu ufarbowane na pomarańczowo pozostałą farbą Dylon do ręcznego barwienia, oraz len w kolorze złota.
(Mam mnóstwo resztek zbieranych z innych projektów…)
Wybrałam te materiały ze względu na ich fakturę. Tkaniny wyraźnie syntetyczne prawdopodobnie wyglądałyby nie na miejscu na takim haori, a poza tym po prostu podoba mi się, jak te materiały wyglądają razem.
Z czerwonego materiału wykonałam prawą stronę haori. Warto zauważyć, że zamiast jednego długiego elementu kołnierza, kołnierz również musi być w połowie czerwony, a w połowie wzorzysty, więc nie potrzeba aż tak długiego kawałka materiału na tę część.
A teraz przechodzimy do głównego wydarzenia: p a t c h w o r k.
Zastrzeżenie: nigdy wcześniej nie robiłam patchworku ani nie pikowałam. Co pewnie czyni mnie masochistką, skoro wybrałam to na swój pierwszy taki projekt. Ale gdy już przygotowałam wszystkie rombiki i wiedziałam, co robię, mogłam jednocześnie robić patchwork i oglądać anime (z dubbingiem, bo jednak nie na tyle dobrze, żeby nie patrzeć, co robię), więc nadrobiłam sporo odcinków…
Podstawą wzoru Tomioki jest tzw. “tumbling blocks” (“toczące się klocki”), złożony z 3 rombów tworzących sześciokąt, a następnie wielu takich sześciokątów zszytych razem. Celem jest stworzenie kawałka materiału, z którego następnie uszyjemy lewą połowę haori. Można skorzystać z wykroju, by dokładnie sprawdzić, jaki rozmiar powinna mieć nasza “kołdra”, a czasem po bokach potrzebne są tylko połówki sześciokątów.
Ale zanim dojdziemy do tego etapu, najpierw trzeba przygotować pojedyncze romby.
Aby zrobić romby, użyłam metody zwanej “English Paper Piecing” (EPP). Polega ona na tym, że przygotowuje się kawałki papieru w rozmiarze i kształcie rombów, owija się je materiałem i tymczasowo skleja. W internecie jest mnóstwo poradników na ten temat, więc nie ma sensu, żebym próbowała tłumaczyć to, co inni, dużo bardziej doświadczeni pasjonaci patchworku, wytłumaczyli już lepiej! Ale muszę podzielić się dwiema rzeczami, których się nauczyłam: 1) rozpuszczalny w wodzie klej w sztyfcie marki Sewline jest do tego celu genialny, oraz 2) imitacja zamszu wygląda świetnie, ale trudno ją skleić. Pomaga ciepłe żelazko, ale trzeba uważać, żeby nie przypalić materiału.
Zanim jednak mogłam zabrać się za EPP, było jeszcze kilka spraw: len dość mocno się strzępi przy cięciu, co szczególnie utrudniało pracę przy małych szwach. Sytuację poprawia zastosowanie warstwy miękkiej flizeliny termoprzylepnej:
A małe pomarańczowe romby na wierzchu żółtych rombów zostały przygotowane przy użyciu bondawebu. Dzięki temu mogłam łatwo narysować linie na papierowej podkładce i wyciąć małe romby. Bondaweb pomógł ograniczyć strzępienie, a następnie mogłam przyprasować małe pomarańczowe romby do dużych żółtych. (Ojej, ile tych rombów.)
Przy przyprasowywaniu pomarańczowego na żółty, w zależności od tego, jak bardzo się przykłada, warto zwrócić uwagę na kierunek osnowy.
Powyżej: eksperymenty z kierunkiem osnowy i różnymi ściegami. Ostatecznie zdecydowałam się na: przyprasowany pomarańczowy element, obszyty ściegiem dekoracyjnym wokół krawędzi (z bliska po prostu wyglądało to mniej sztucznie), a następnie maszynowo doszyta czarna linia. Przy doszywaniu czarnej linii robiłam romby jeden po drugim, bez przerywania szwu przy każdym z nich, tak że tworzyły coś w rodzaju łańcucha, a potem po prostu przecinałam je, tnąc czarną nitkę pomiędzy poszczególnymi rombami. Tak jest dużo, dużo szybciej.
Teraz mam mnóstwo materiałowych rombów. Kolejny krok to papierowe romby, wokół których owija się materiał. Można kupić gotowe, ale jeśli nie znajdziesz takich w potrzebnym rozmiarze, a masz ploter tnący i gruby papier…
Po owinięciu materiałowych rombów wokół papierowych i sklejeniu ich, wreszcie można zszyć romby ściegiem obrębiającym w sześciokąty. Wzór Tomioki wymaga sześciokątów w dwóch wariantach. (Wiem, że ten po prawej jest trochę nie tak pod względem kierunku osnowy i braku ściegu dekoracyjnego, to był egzemplarz testowy.)
(Nie trzeba robić sześciokątów, można od razu zacząć patchwork z samych rombów. Ale dla mnie o wiele łatwiej jest wyobrazić sobie wzór, który chcę uzyskać, tworząc najpierw sześciokąty.)
Następnie zszywa się te sześciokąty ściegiem obrębiającym, aż uzyskamy rozmiar materiału potrzebny do wykonania drugiej połowy haori.
Aby uniknąć potrzeby setek i setek papierowych rombów, gdy coś było już zszyte i znajdowało się kilka rzędów dalej, zaczynałam usuwać papier, żeby wykorzystać go ponownie przy kolejnych rombach. Romby, sześciokąty, duża “kołdra” – wszystko robione partiami.
Na początku tego wpisu wspomniałam o braku szwów na ramionach. Teoretycznie do haori potrzeba 5 kawałków materiału: lewy rękaw, prawy rękaw, lewa połowa, prawa połowa, kołnierz. Kołnierz w tym przypadku oczywiście musi składać się z 2 części ze względu na dwukolorowy design. Ale po stronie patchworkowej, gdyby cała strona była zrobiona z jednego kawałka materiału, po przejściu przez ramię wzór odwróciłby się do góry nogami. Sprawdziłam więc, jak zostało to rozwiązane na różnych figurkach postaci.
Dodali mu szew na ramieniu po lewej stronie, żeby wzór miał sens! Więc ja zrobiłam tak samo. Oznacza to, że w tym haori jest 7 elementów: lewy rękaw, prawy rękaw, lewa przednia połowa, lewa tylna połowa, prawa połowa, lewy kołnierz, prawy kołnierz.
Jeśli zdecydujesz się na to rozwiązanie, nie ma znaczenia, czy wolisz zrobić jeden duży kawałek “kołdry” i wykroić z niego elementy, czy kilka mniejszych i przyciąć je do potrzebnych rozmiarów. Pamiętaj jednak, żeby po zakończeniu usunąć papierową podkładkę, a wykrojone elementy polecam ciąć przy użyciu owerloka, jeśli go posiadasz – w przeciwnym razie po przecięciu “kołdry” elementy mogą się rozpruwać, a wtedy trzeba spędzić czas na zabezpieczaniu każdej krawędzi.
Teraz można złożyć lewą stronę i zszyć ją z czerwoną stroną po prawej. Na tym etapie zostawiłam kołnierz na później i wykonałam podszewkę z resztek czarnej bawełny. Przyszyłam ją do korpusu haori, prawymi stronami do siebie, zostawiając wolną krawędź kołnierza. Następnie wywróciłam wszystko na prawą stronę.
Na koniec złożyłam obie połówki kołnierza razem. Potem złożyłam go na pół wzdłuż długości i przeprasowałam, żeby uzyskać zagięcie, a także przeprasowałam jeden zapas na szew do środka.
Bardzo dokładnie przyłożyłam kołnierz, znów prawymi stronami do siebie, do środka haori, tak aby podział kolorystyczny znalazł się we właściwym miejscu. (Użyj krawędzi bez wcześniej zaprasowanego zapasu na szew). Przeszyj wszystkie trzy warstwy: kołnierz, haori, podszewkę. Następnie złożyłam kołnierz wzdłuż wcześniej zrobionego środkowego zagięcia, przypięłam zapas na szew wzdłuż drugiego wcześniej zaprasowanego zagięcia i przyszyłam tę krawędź ręcznie do podszewki; na tym etapie wykończyłam też dolne krawędzie kołnierza.
Na koniec dokładnie wyprasuj całość (uważając z temperaturą), jeśli użyto imitacji zamszu, i…
Haori gotowe!
Nie wiem dokładnie, ile czasu mi to zajęło, ale było go w sam raz na obejrzenie około 2 sezonów BNHA…